Moje biodro

Moje biodro

Zbliża się szósta rocznica mojej opercji,którą miałam przeprowadzoną w Klinice Ortopedii Akademii Medycznej w Łodzi na ul. Drewnowskiej, 18.06.1998 roku.

A wszystko zaczęło się tak:

dwa lata mojego życia - diagnoza -dysplazja lewego stawu biodrowego. Szpital, gips po pachy i powrót do domu.Poprawy nie ma.

trzy i pół do 5-ego roku życia - pobyt w sanatorium w Kamiennej Górze. Znów gips po pachy, wyciągi, zastrzyki z penicyliny bezpośrednio w staw biodrowy. Efekt końcowy - mam krótszą i sporo szczuplejszą nogę, uczę się chodzić od początku, utykam i prawie nie pamiętam rodziców i rodzeństwa, mimo ich odwiedzin. Noga nie boli.

14-ty rok życia - dorostam, coraz bardziej kuleję, noga bardzo boli, ruchy mam ograniczone. Po wielu konsultacjach zapada decyzja o zrobieniu osteotomii kości biodrowej i udowej. Zastosowano metodę Chiari, zespalając kości udowe kątową blaszką. Znów gips po pachy, leżenie plackiem trzy miesiące, a potem rehabilitacja i nauka chodzenia. Potem w miare normalne życie przez rok.

15-ty rok życia - usunięcie zespalającego metalu, poświęcam na to wakacje. Trochę komplikacji, urywa się trzpień śruby i trzeba mnie kroić bardziej niż było w planie. Z tego powodu dłuższy pobyt w szpitalu, potem sanatorium, rehabilitacja i powrót do szkoły.

20-ty rok życia - wychodzę za mąż, potem ciąża pod opieką ortopedy i mam syna, który przyszedł na świat poprzez cięcie cesarskie. Odchowuję syna, rehabilituję się, ćwiczę, biegam i po trzech latach podejmuję pracę. Żyję normalnie,mimo widocznego utykania na nogę, która nadal jast szczuplejsza, ale boli rzadko.

35-ty rok życia - jestem znów w ciąży, przez cały czas pod opieką ortopedy, biodro zaczyna boleć coraz częściej i bardziej. Więcej wypoczywam, ćwiczę i martwię się, czy dotrwam do końca. Nie dotrwałam, drugi syn przyszedl na świat miesiąc wcześniej też przy pomocy cięcia. Po porodzie bóle zaczęły narastać, nie miałam siły na ćwiczenia, nie mogłam normalnie już chodzić. Moją przyjaciółką stała się kula, która dawała mi pewne odciążenie chorego stawu i bezpieczeństwo, gdyż noga nie chciała mnie "nosić". Zajął się mną wtedy póżniejszy mój operator-prof. Marek Synder.

41-y rok życia - chodzę już o dwóch kulach, jestem inwalidką i tak czuję. Profesor mi uświadamia, że nie ma co liczyć na poprawę, będzie tylko gorzej, a jedynym wyjściem jest wstawienie protezy. Każdy rok zwłoki mógł przynieść tylko większy ból i możliwość niepowodzenia operacji. Zaufałam fachowcowi i nigdy nie będę tego żałowała, chociaż miałam wątpliwości, czy wszystko się uda. Ze względu na mój wiek prof. zdecydował o bezcementowej protezie Mitteimeiera. Operacja przebiegla prawidłowo,bez komplikacji. Potem rehabilitacja na oddziale szpitalnym i 30.07.98 byłam w domu, chodząc o kulach bez obciażenia.

42-ty rok życia - chodzę coraz pewniej z jedną kulą,z którą zupełnie rozstaję się na wiosnę. Wracam do normalnego życia, które mnie znów cieszy.

47-y rok życia - dzisiaj jestem osobą zadowoloną z podjętej decyzji, dużo chodzę, trochę biegam , jeżdżę na rowerze latem, jeśli jestem w górach, to dużo wędruję. Jestem po prostu znów aktywna i mam zamiar taką pozostać. Biodro czasami pobolewa, najczęściej na zmianę pogody. Jest to jednak innego rodzaju ból. Bardziej dokucza mi zwichrowany przez lata kręgosłup,ale na to stosuję ćwiczenia rozciągające /przechodzi bez środków przeciwbólowych /.

Moja rada dla osób,które czeka w przyszłości esb (endoproteza stawu biodrowego) :jeśli chirurg decyduje,że potrzebna jest operacja, to nie zwlekajcie. Każdy rok działa na Waszą niekorzyść. Pozdrawiam wszystkich i głowy do góry. Z esb można żyć i z życia korzystać.

reklama

Woman

www.klubodchudzania.pl www.antykoncepcja.net www.astmaoskrzelowa.pl